Mam 20 lat, mój chłopak Piotr 26. Co do Twoich wątpliwości- rozumiem Cię, bo sami takie mieliśmy. Reakcje otoczenia bywają różne. Jego matka na przykład wpada w histerię za każdym razem, kiedy mnie widzi, bo wie, że w ciągu najbliższych paru lat nie doczeka się wnuków. Ojciec natomiast przedrzeźnia mnie, nakłada dodatkowe porcje jedzenia i traktuje mnie tak, że każda sześciolatka byłaby wniebowzięta. Moi rodzice wykazali się o dziwo większą dozą tolerancji. Owszem, najpierw twierdzili, że 6lat to emocjonalna przepaść, a teraz moja mama woli rozmawiać przez telefon z Piotrem niż ze mną, bo jest taki "dojrzały i konkretny". Różnica wieku ma swoje minusy, choć czasem nie jestem pewna, czy to na pewno chodzi o nią, czy po prostu tak bardzo się różnimy. Byliśmy ostatnio na koncercie, po którym moi znajomi stwierdzili, że mam drętwego i nudnego faceta. Piotr poszedł ze mną mimo, że nie znał zespołu, nie słucha takiej muzyki itp. Ja skakałam i szalałam, on osłaniał mnie przed łokciami, kolanami i podpalonymi papierosami. Potem wlókł mnie całą drogę do domu. Nie tańczył, ale też nie marudził, nie chciał wcześniej wracać i dbał o to, żebym dobrze się bawiła. Gdy dotarliśmy do mieszkania okazało się, że ma gorączkę, tylko nie chciał mi psuć zabawy. Oczywiście i tak potem słuchałam komentarzy koleżanek, o tym że w ogóle do siebie nie pasujemy, że "przymulał" i tylko mi popsuł wieczór. Do tego będziecie musieli się przyzwyczaić. Ludzie uwielbiają komentować. Kilka razy usłyszałam, że "na pewno szukam sponsora", albo że "jak za kilka lat Piotr wyłysieje, to go zostawię". Jego koledzy nie wierzą, że ma o czym ze mną rozmawiać. Z nimi kompletnie nie umiem się dogadać i już nawet nie próbuję. W związku z Piotrem brakuje mi beztroski, szaleństwa i dozy niepewności. W zamian jednak mam odpowiedzialnego, zaradnego chłopaka, w którym mam oparcie, który zachowuje się często jak starszy brat, jak trzeba przykręci półkę, ale też imponuję mi wiedzą. Reakcjami otoczenie nie warto się przejmować. Nam nikt nie wróżył wspólnej przyszłości. Ja mieszkałam w Poznaniu, on w Warszawie. Jakoś udało nam się przetrwać mimo różnicy wieku i odległości ponad 300km. Teraz mieszkamy w jednym mieście, a otoczenie powoli przestaje traktować mnie jako "młodszą zachciankę" Piotrka, a jego jako "starszego Pana urzędnika". Pomyśl, że w Waszym wypadku nikt nie musi się przeprowadzać i niczego poświęcać. No może poza czasem- jeśli nie chcesz jej skrzywdzić, proponuję niczego nie przyspieszać. Pozdrawiam i powodzenia 